Jezioro Afryka na terenie dawnej kopalni Babina w Łęknicy:
I kolejny staw na pokopalnianym zapadlisku Babiny:
Po niemieckiej stronie, Diabelski Most w Kromlau:
Jezioro Afryka na terenie dawnej kopalni Babina w Łęknicy:
I kolejny staw na pokopalnianym zapadlisku Babiny:
Po niemieckiej stronie, Diabelski Most w Kromlau:
Humbak wyskakuje z wody w zatoce Faxafloi. Podobno mieliśmy wyjątkowe szczęście, nawet nasza przewodniczka nagrywała filmy z tym wielorybem. Przez 20 minut na przemian klaskał o wodę płetwami, albo z niej wyskakiwał. To podobno metoda komunikacji lub sposób na pozbycie się pasożytów ze skóry. Nic sobie przy tym nie robił z kilku łodzi, które w pewnym momencie go otaczały:
Główny deptak miasta Laugavegur i jego okolice wyglądają mniej więcej tak. Drewniane, często parterowe domki, w których obecnie mieszczą się bary i restauracje, przemieszane z nowoczesną architekturą:
Katedra Hallgrímskirkja:
Widok na miasto z wieży katedry, w oddali pasmo Esji, gdzie byłem kilka dni temu:
Przystań:
Miasto w deszczu. Wracamy z oglądania wielorybów, a nad Reykjavikiem leje. Taką pogodę miałem przez większość czasu spędzonego w mieście:
Lodowa jaskinia w gmachu Perlan:
Widok na miasto z platformy widokowej na Perlan:
Kraniec cypla na zachód od Reykjaviku. W okolicy kilka rezerwatów ptaków, obecnie zamkniętych na sezon lęgowy:
Dzisiaj wróciłem na południe, do Keflavíku, żeby oddać samochód. Obrazek z drogi:
Latarnia morska w Akranes:
"Zielone Jezioro" Gígvatnsvatn:
Fale rozbijają się o brzeg w Brimketill:
Stary statek w Garður:
W żadnym z tych miejsc nie zatrzymywałem się na długo, zdjęcia z nich wrzuciłem do albumu zbiorczego - w którym są też takie pojedyncze z poprzednich dni.
Resztę czasu w Keflaviku spędziłem gorączkowo szukając monet, żeby skorzystać z automatów do mycia i odkurzania samochodu, sprzątając samochód, wreszcie zdając go firmie wynajmującej. Tu zdjęcie samochodu (sprzed kilku dni):
Jestem bardzo zadowolony z wyboru Suzuki Jimny. Nawet napęd 4x4 się przydał, zwykłym samochodem nie dojechałbym na trekking na Keilir. Przy tym jest to nadal dość mały i oszczędny samochód. Wynajmowałem go z firmy Lotus Car Rental - połowa obsługi była z Polski, więc rozmawiałem z nimi po polsku. Nie tylko tam zresztą, podobnie było w hotelu w Keflaviku i kilku restauracjach, w tym w dość niespodziewanych miejscach.
Z lotniska pojechałem autobusem do Reykjavíku.
I to jest ostatni post z tej serii. Kolejny będzie zbiorczy ze stolicy, który napiszę albo z lotniska, albo już z Polski.
Planem na dzisiaj była podróż po Półwyspie Snæfellsnes na zachodzie Islandii. Do późnego popołudnia padał jednak ulewny deszcz, więc ograniczyłem zwiedzanie do kilku miejsc.
W drodze na półwysep zatrzymałem się na plaży Ytri Tunga gdzie robiłem zdjęcia fok i ptaków:
Półwysep Snaefellsnes - w drodze powrotnej, widok ze wzgórza Helgafell:
Widok w kierunku Reykjaviku z pasma Esji:
Jezioro Kleifarvatn:
Brzeg oceanu w Selatangar:
Góra wulkaniczna Keilir pośrodku porośniętych mchem pól lawowych:
Jaskinia lawowa Leiðarendi:
Dzisiaj była dużo gorsza pogoda, cały dzień pochmurno i przelotne deszcze. Próbuję jednak nie marnować czasu.
Park Narodowy Þingvellir, wciąganie flagi na maszt przed Skałą Praw (Lögberg), gdzie przeszło tysiąc lat temu po raz pierwszy obradował islandzki parlament:
Jaskinia lawowa Raufarhólshellir:
W potoku który spływa doliną Reykjadalur można się kąpać (raczej latem, dzisiaj nikogo nie widziałem), woda jest bardzo ciepła. Tu jedno z jego gorących źródeł:
Jezioro Kerið w kraterze wulkanicznym: